9 milionów rowerów

1111

Przez ostatnie miesiące temat nie był tak popularny, ale pojawia się co jakiś czas, gdy ktoś coś powie o braku aplikacji  na jakiś system. Podobnie, gdy Google/Microsoft/Apple ogłosi, że liczba programów w ich sklepie przekroczyła ileś tam. Wtedy zaczyna się flamewar.

Katie Melua śpiewała w swoim utworze, że w Pekinie jest 9 milionów rowerów. I jest to fakt, któremu nie możesz zaprzeczyć. Podobno nieco mniej jest w takim Google Play latarek czy zegarków. Co najlepsze, w App Store już nie ma takiego bogactwa. Oj, przepraszam – śmieci.

Jeśli takie argumenty miały kiedykolwiek jakiś sens, to dawno, dawno temu, gdy taki HTC Desire czy Galaxy S były przedmiotami pożądania, lub wcześniej.

JAKKOLWIEK TO NIE ZABRZMI, FANABERIE UŻYTKOWNIKÓW
PROWADZĄ DO ROZWOJU SYSTEMU.

 

No bo idąc tropem takich ujadaczy, to po co jakiekolwiek odpowiedniki czy zamienniki najpopularniejszych aplikacji? Po co mieć wybór, przecież masz coś, co funkcjonuje bardzo dobrze. Chcesz coś innego? Ale narzekasz, szukasz igły w stogu siana.

9milionowrowerow_2

To między innymi jeden z powodów, dla których Linux nigdy nie wygra walki z Windowsem. Może system Microsoftu jest dla wielu zwyczajnie za drogi, ale w przeciwieństwie do pingwiniastej konkurencji, na niego zostało wydanych miliony aplikacji. Przynajmniej kilkadziesiąt różnego rodzaju. Oraz wiele gadżetów, dodatków, popierdółek, fanaberii. Ot, chociażby, programów do wirtualnych żółtych karteczek.

Prosty przykład: jest kilkadziesiąt różnistych edytorów tekstu. Ja, z racji moich upodobań, wybrałem program, w którym jest tylko: pusta, biała kartka, licznik znaków i ustawienie ich końcowej ilości, a finalny plik jest zwykłym plikiem Notatnika. Po co? Przecież masz jedynego słusznego Worda albo Writera. Ano dlatego, że bardziej mi odpowiada takie rozwiązanie. Nic mnie nie rozprasza. Mam alternatywę.

Właśnie po to wymyślono systemy operacyjne w komórkach, po to Android jest taki „palcolubny”, by można było dostosowywać telefon do siebie jak nigdy wcześniej i wykorzystywać go w dokładnie taki sposób, jak chcemy. Po to właśnie, by można było dostosowywać telefon do siebie, a nie siebie do telefonu. Nie podoba ci się coś – wymieniasz. Nie podoba ci się wygląd – zmieniasz zegarek, wskaźniki, ikony na inne z tysięcy dostępnych. W iOSie może personalizacja nie jest tak rozwinięta, ale aplikacji użytkowych różnego rodzaju również jest więcej niż sporo.

9milionowrowerow_3

Ludzie o poglądach sugerujących, że sklepy z aplikacjami to śmietnik widocznie w takich miejscach szukają właśnie latarek czy zegarków, a nic więcej nie jest im potrzebne. Nie potrafię znaleźć innego wytłumaczenia takiego zdania. Najlepsze jest to, że takie poglądy – co prawda co jakiś czas – dalej się pojawiają. To nie 2009, gdzie widżety rzeczywiście stanowiły przeważającą część oferty.

Pewien odsetek śmieci znajduje się w każdym sklepie z aplikacjami – w zależności od stopnia rozwoju większy lub mniejszy. No chyba, że jako śmieci traktujesz zamienniki. Traktujesz możliwość wyboru jako niepotrzebną…

No cóż…

Może iOS, Windows Phone czy inne „te złe” zamknięte systemy są właśnie dla ciebie.

0
· · · ·

Bloger. Nawet nie próbuje być obiektywny. Trzyma kciuki za Windows Phone, choć powoli traci nadzieję na sukces produktu MS. Lubi dobrą muzykę i dobrą jakość dźwięku. Kibic Dallas Mavericks, Boston Celtics, San Antonio Spurs i Golden State Warriors.