5s2

Klasa S i Klasa C wg Apple’a

2049

Emocje po premierach związanych z targami IFA w Berlinie nieco opadły. Producenci zaprezentowali swoje nowe urządzenia praktycznie w jednym czasie – poza Applem. Jednak niezależnie od terminu konferencji kalifornijskiej firmy cały technologiczny świat i tak czeka na produkty z charakterystycznym nadgryzionym jabłkiem. Nowe iPhone’y – 5C i 5S – ujrzały już światło dzienne. Zamiast suchego newsa przedstawiam więc mój subiektywny, z założenia, felieton na temat nowych smartfonów Apple’a.

Nowy iPhone…teraz plastikowy

Najwięcej emocji wzbudził raczej ten smartfon, który nie jest „naj” w ofercie Apple’a. Pogłoski o zaprezentowaniu „tańszej” wersji iPhone’a się potwierdziły. iPhone 5C, bo tak nazywa się to urządzenie, ma obudowę z tworzywa sztucznego w różnych kolorach. Zielony, niebieski, żółty, biały i różowy (ble!) telefon i opcjonalne pokrowce (za 29 dolarów) w tych samych kolorach (plus czarny) jakoś nie pasują do dotychczasowej linii Apple’a.

5c1

Jednak podzespoły wcale nie są takie niskobudżetowe. Procesor A6 (czyli taki sam jak w iPhone 5), obsługa LTE, 4-calowy wyświetlacz Retina 1136×640 pikseli, 8-megapikselowy aparat z nagrywaniem w filmów w FullHD@30fps, iOS 7… to na pewno jest tańsza edycja? Dla mnie to iPhone 5 w plastikowej obudowie. I chyba tylko to wyróżnia nowy smartfon.

5c2

Najlepszą część zostawiłem jednak na koniec. Tani iPhone ma kosztować 599 euro za wersję 16 GB i 699 euro za wersję z 32 GB pamięci. Są to kwoty odpowiednio wynoszące 2550 i 3000 zł. W przybliżeniu. „It’s the new iPhone – the amazing is now cheaper”. Ceny podobne jak za 5-kę. Jednak – co zaskakujące – iPhone’a 5 nie ma w oficjalnym sklepie Apple’a na jego głównej stronie. Strategia jednak niewątpliwie ciekawa. Czyli sprzedajemy telefon w tej samej cenie, w gorszej obudowie i mówimy konsumentom, że jest to tańsza edycja?

1

Warunki polskie są inne niż amerykańskie. W Polsce 2500 zł za telefon to bardzo dużo, nawet w momencie premiery. W naszym kraju taktyka Apple’a bierze w łeb. „Tańsza” wersja w dalszym ciągu jest nieosiągalna dla wielu odbiorców. Ot, taka nasza specyfika wartości waluty i zarobków. Ale jest też inna kwestia, która ma przełożenie na całym świecie.

5C w wersji 32 GB kosztuje tyle samo, co 5S w wersji 16 GB. Niezależnie od przeliczenia na konkretną walutę, cena za 16 GB mniej pamięci jest około 15 procent niższa. Coś tu jest nie tak. Rodzi się pytanie – po co kupować plastikowego iPhone’a, skoro w tej samej cenie możemy dostać „pełnoprawną” (i lepszą sprzętowo!) edycję, co prawda z mniejszą ilością pamięci, ale z normalną obudową? Ewentualnie taką samą pod względem podzespołów i w normalnej obudowie, ale w tej samej cenie? Albo coś się pozycjonuje jako tanie i jest spora różnica w jakości, ale także i w cenie, albo nie robi się nie wiadomo jakiego szumu i nie mówi światu, że teraz iPhone jest dostępny dla każdego, jak nie jest. We wcześniejszym szkicu felietonu na temat premier Apple’a zapisałem sobie takie zdanie: „Może okazać się, że nie będzie to ani tanie, ani dobre”. Całe szczęście o jakość chyba nie ma się co obawiać, jednak próba przebicia się do świadomości odbiorców, że teraz iPhone jest w bardzo korzystnej cenie się nie udała. Fakt – 5C jest tańszy niż 5S, ale nie aż tak, by mógł on konkurować ze smartfonami konkurencji ze średniej/wyższej półki. A o to Apple’owi raczej chodziło.

iPhone 5 1.1

Teraz pora na opisanie nowego flagowca Apple’a. iPhone 5S, jak na wersje opatrzone literką S przystało, jest raczej ewolucją poprzednika. W sumie 5-ka też wielką rewolucją nie była. Jednak kilka nowości się pojawiło. „Killer feature” niestety brak, o tym jednak napiszę nieco później.

Kiedyś Henry Ford powiedział do swojego zespołu konstruktorskiego, że każdy klient może wybrać sobie samochód (w tym wypadku Forda T) w każdym kolorze, jaki chce – pod warunkiem, że chce on czarny samochód. Pomijając już zamieszanie z kolorami drugiego najlepiej sprzedającego się samochodu w historii, firma z Cupertino postanowiła nieco odświeżyć tą dewizę. Z racji filozofii Apple’a trzeba było „pomyśleć inaczej”. I tym oto sposobem każdy klient może sobie wybrać iPhone’a 5S w każdym z dostępnych kolorów… pod warunkiem, że nie chce czarnego. Bo takiej wersji 5S’a nie ma.

5s1

Czerń to chyba najpowszechniejszy kolor obudowy w elektronice użytkowej. Po co więc zmieniać coś, co jest dobre? Nie uważam tego za kompletnie idiotyczny ruch, ale jest niewątpliwie dziwny. Czarny telefon jest elegancki, klasyczny, dobrze się komponuje z innymi elementami (stół, marynarka, cokolwiek…) i nie wzbudza skrajnych emocji. Oczywiście jest dostępna wersja grafitowo-czarna o nazwie Space Grey, ale to nie jest to samo, co czarny iPhone 5. Przynajmniej będzie można łatwo stwierdzić, czy ktoś nas przypadkiem nie robi w konia chwaląc się, że kupił 5S’a.

5s2

Pozostałe zmiany są jak najbardziej na plus. Nowy układ A7 pracuje w 64-bitowej architekturze. iOS7 dla 5S również jest systemem 64-bitowym. Szybkość ponownie więc wzrośnie, ale na to trudno w sprzętach Apple’a narzekać. W środku znalazła się też pojemniejsza bateria. Producent chwalił się oczywiście danymi liczbowymi, warto jednak poczekać na testy „w praniu”. Aparat fotograficzny otrzymał szerszą przesłonę, większy sensor i podwójną lampę LED. Nowością jest czytnik linii papilarnych znajdujący się w przycisku Home. Wcześniej przypuszczenia o zaimplementowaniu tej funkcji spowodowało przejęcie przez Apple’a firmy zajmującej się dostarczaniem technologii skanowania odcisków palców. Oczywiście musiała paść wzmianka, że ślady nie będą nigdzie wysyłane. Choć w to jakoś nie chce mi się wierzyć (poza zrozumiałymi sytuacjami, takimi jak naruszenie prawa). Ekran jest taki sam jak w iPhonie 5. Ceny nowego modelu tradycyjnie jednak do najmniejszych nie należą. 3000 zł za wersję 16 GB, 3400 PLN w wariancie 32-gigabajtowym i 3850 zł za model z 64 GB pamięci to wg Apple’a standardowa półka. Ceny są podane w przybliżeniu według obecnego kursu złotego – jeśli nie wierzycie, przeliczcie sami.

Quo vadis, Apple?

Podtytuł nie jest może oryginalny, ale ostatnie działania firmy z Cupertino każą się zastanowić nad dalszą przyszłością firmy. Może za wcześnie jest na jakiekolwiek jednoznaczne oceny (przypomina się 640 kB RAMu by Bill Gates i inne tego typu stwierdzenia), jednak zauważyłem pewne trzy fakty. Nie są one może „początkiem końca Apple’a”, ale pewien trend mimo wszystko widać.

Po pierwsze, jak już wspomniałem wcześniej, ze strony Apple’a wycofany został iPhone 5. Na pewno nie za sprawą niskiej sprzedaży – smartfon Apple’a znikał z półek, jak to na telefony tej marki przystało, błyskawicznie. Teraz oferowane są właśnie iPhone 5S i 5C. Zamiast obniżać cenę poprzednika, zastąpiono go identycznym specyfikacyjnie 5C. Wygląda mi to nieco na zabezpieczenie się przed niskim popytem niż zakładano. O to jednak będzie ciężko – zwłaszcza w świetle informacji, że China Telecom jest bliska podpisania kontraktu z Applem, dzięki któremu będzie sprzedawać smartfony iPhone na wyłączność. Do tej pory import „jabłkofonów” do Państwa Środka jest nielegalny, a przemytnicy co jakiś czas wpadają na kontrolach granicznych.

Po drugie, coraz więcej jest kopiowania pomysłów, a coraz mniej innowacji. Poczynając od iOS7, który przeszedł sporą rewolucję i jest w nim coraz mniej analogii do dotychczasowych wersji systemu operacyjnego stosowanego w iPhone’ach. Wcześniej iPhone z 4-calowym ekranem, większym niż „jedyne słuszne” 3,5 cala, teraz plastikowa obudowa… Steve by się, delikatnie mówiąc, mocno zdziwił. Smartfony Apple’a coraz bardziej upodabniają się do produktów konkurencji, a właśnie tym, że są one „different” i „amazing”, zyskały one sobie wielkie grono nabywców. Po trzecie, choć daleko firmie do kłopotów finansowych, inwestorzy nie zareagowali pozytywnie na konferencję Apple’a. Drugi największy producent smartfonów na świecie traci w momencie pisania tego zdania około 2,4% na giełdzie NASDAQ.

Gdy emocje już opadną…

Premiera obu smartfonów Apple’a nie wzbudza jednoznacznie pozytywnych odczuć. O ile 5S jest świadomą ewolucją w dobrym kierunku, o tyle 5C ciężko nazwać trafionym pomysłem, zwłaszcza przy sposobie promowania i cenie, w jakiej jest ten smartfon oferowany. Przeciwnicy Apple’a (do których grona, w opinii co niektóryc,  tym felietonem właśnie dołączyłem) wymienią jeszcze masę innych powodów, dla których to się nie sprzeda.

Sęk w tym, że właśnie mimo wad, mimo tego, że nie jest to jakaś wielka rewolucja, to i tak każdy z tych smartfonów sprzeda się w milionach egzemplarzy. Tu właśnie działa magia Apple’a – każde urządzenie jest „amazing” po premierze i wzbudza pożądanie, choć niekoniecznie jest ono w stu procentach warte zakupu. Kierunek, w którym zmierza firma, niekoniecznie może oznaczać poprawę sytuacji – lecz po co się przejmować, skoro teraz jest dobrze? Tak bym w jednym zdaniu podsumował tę konferencję.

Zdjęcia iPhone’ów: apple.com

0
· · · · ·

Bloger. Nawet nie próbuje być obiektywny. Trzyma kciuki za Windows Phone, choć powoli traci nadzieję na sukces produktu MS. Lubi dobrą muzykę i dobrą jakość dźwięku. Kibic Dallas Mavericks, Boston Celtics, San Antonio Spurs i Golden State Warriors.

Komentarze