P1130190

Nasz test: Huawei Ascend W1

3738

„Pogłoska o mojej śmierci była przesadzona” – pod tymi słowami Marka Twaina chciałby się w tym momencie podpisać Microsoft, mówiąc o swoim systemie dla smartfonów. No właśnie – chciałby. Przejęcie działu mobilnego Nokii przez Microsoft po raz kolejny wyciągnęło na wierzch dane statystyczne niekoniecznie nastrajające optymistycznie działaczy giganta z Redmond. Także w Polsce flagowe urządzenia z Windows Phone sprzedają się przeciętnie, a popularność uzyskują tylko najtańsze modele. Podczas gdy poza Nokią producenta (nie tylko niskobudżetowych) telefonów z WP nie widać, Huawei wprowadził na polski rynek model W1. Smartfon ten ma być konkurencją dla tanich Lumii, low-endowych smartfonów z Androidem oraz kolejnym krokiem do lepszego skojarzenia marki w świadomości odbiorców. Czy więc Ascend W1 sprawi, że kolejne osoby będą kojarzyć Huawei z tandetą, czy wręcz przeciwnie? Sprawdźmy.

W zestawie znalazłem:

  • smartfon Huawei Ascend W1
  • kabel USB-microUSB będący częścią ładowarki
  • ładowarkę o wydajności prądowej równej 1A
  • proste słuchawki douszne zakończone minijackiem

Sprzedażowy zestaw zapewne będzie zawierał też dokumenty, a przynajmniej kartę gwarancyjną.
Małe prostokątne pudełko, podobne konstrukcyjnie do tych od telefonów Samsunga, z napisami w języku rosyjskim, nie jest na szczęście wypełnione do granic możliwości. Wyposażenie jest raczej standardowe i nie ma co się zbytnio nad nim rozpisywać. Słuchawki wyglądają podobnie do tych dodawanych do starszych telefonów Samsunga (jak J700). I brzmieniowo są porównywalne, co chyba jest ich wystarczającą (anty)rekomendacją.

Made in China

Podoba mi się wzornictwo „wu-jedynki”. Inspiracje smartfonami Lumia są aż nadto widoczne – jaskrawy kolor, kanciasta obudowa, tafla szkła niewypełniająca całego przodu telefonu. Jak się uczyć, to od najlepszych. Dostojności ujmuje jedynie rozbieralna obudowa, ale i tak design oceniam bardzo pozytywnie. Zadziorności produktowi Huawei’a dodają kolory, w jakich jest on oferowany – biały, cyjanowoniebieski i różowy. Do mnie trafiła druga wersja. 130-gramowy telefon pokryty jest z przodu szkłem Gorilla. Nie muszę jednak powtarzać, że w starciu z niektórymi materiałami, na przykład kwarcem, żadne szkło nie ma najmniejszych szans.
Front telefonu zawiera wyświetlacz o przekątnej 4 cali. Poniżej tradycyjnie umieszczone są trzy dotykowe przyciski – Cofnij, Home i Wyszukaj (Bing). Ich działanie na szczęście nie budzi żadnych zastrzeżeń. Nad ekranem znajduje się logo producenta, kratka głośnika od rozmów, przednia kamera oraz czujniki. Na samym dole widać mikrofon – na pograniczu plastikowej bryły oraz szklanego przodu. Lewy bok urządzenia jest miejscem dla przycisków głośności – wyczuwalnych, o przyjemnym, niskim i odpowiednio twardym skoku. Przeciwległa strona zawiera tylko jeden przycisk, ale jakże przydatny – jest to bowiem dwustopniowy przycisk spustu migawki. A taki S4 go nie ma.

P1130198P1130199 P1130190 P1130195

Góra zajęta jest przez dwa elementy: wyłącznik urządzenia będący równocześnie klawiszem blokady ekranu oraz port minijack. Na dole zaś widnieje gniazdo microUSB służące do ładowania smartfonu i transmisji danych.
Z tyłu widać kilka elementów. Na górze znajduje się obiektyw aparatu fotograficznego. Obrączka go otaczająca jest naprawdę niewielkiej grubości i mam pewne obawy co do ochrony optyki. Na prawo od szkiełka obiektywu znajduje się dioda LED o sporej mocy, a powyżej dodatkowy mikrofon. Poniżej umieszczone zostało logo chińskiego producenta. Na samym dole widnieje logo systemu, a ostatnim od góry elementem jest kratka chroniąca wylot głośnika zewnętrznego.
Pomiędzy tyłem telefonu a jego dołem swoje miejsce zajmuje szczelina, dzięki której możemy podważyć pokrywę baterii w celu jej zdemontowania. Usunięcie klapki jest jednak sporo trudniejsze niż w takim S4 czy LG L5. Gdy jednak już ją ściągniemy, to naszym oczom ukaże się bateria o pojemności 1950 mAh. Sloty kart SIM (w standardowym rozmiarze miniSIM) i kart pamięci microSD są jednak przyblokowane przez akumulator. Trzeba przyznać, że to mało przemyślane rozwiązanie.

P1130216 P1130219

P1130220 P1130230

Materiały, jak na telefon z tej półki cenowej, są dobrej jakości. Szkło Gorilla z przodu oraz plastik, z którego wykonana jest bryła, ciężko określić mianem tandetnych. Tworzywo sztuczne użyte na produkcję klapki jest lekko elastyczne, ale ma sporą grubość. Lakier, którym pokryty jest telefon jest naprawdę solidny – musiałem go spróbować umyślnie zarysować, by sprawdzić, czy plastik nie jest przypadkiem barwiony w masie. Gorzej jest z dopasowaniem elementów składowych. Co prawda jedyną rzeczą, która mogłaby się ruszać w W1, jest pokrywa baterii. I niestety się ona rusza. Nie jest najlepiej dopasowana – lekko ugina się przy uciśnięciu, a gdy jest domknięta, potrafi mieć luzy. Poza tym zastrzeżeń raczej brak. A w tej półce cenowej i tak nie jest źle.

Ekran

Technologia IPS, 4 cale przekątnej, rozdzielczość 800×480 pikseli. Doczekaliśmy czasów, gdy właśnie takimi danymi charakteryzuje się wyświetlacz w smartfonie z niskiej półki (choć gorsze w dalszym ciągu się zdarzają). Właśnie taka jest specyfikacja wyświetlacza zastosowanego w telefonie Huawei. I co tu dużo pisać – jakości nie powstydziłoby się urządzenie o wyższej cenie. Kąty widzenia w poziomie oraz w pionie są bardzo dobre, a obraz nie traci zbytnio po przechyleniu urządzenia na czytelności. Jasność ekranu (która jest regulowana automatycznie bądź manualnie) również stoi na wysokim poziomie i nie musimy szukać cienia, by coś przeczytać. Nasycenie pikseli jest spore (233 ppi) i w codziennym użytkowaniu nie zauważymy ziarnistości obrazu. Reakcja na dotyk zarówno wyświetlacza, jak i przycisków pod ekranem, jest nienaganna. Kolory są naturalne, ale jednocześnie odpowiednio nasycone i nieprzekłamujące rzeczywistości. Nie ma jednak róży bez kolców – na dworze życie uprzykrza spora ilość odblasków, a odciski palców tradycyjnie już są bardzo widoczne. Jednak te wady powtarzają się nawet w droższych urządzeniach. Ogółem, porównując do konkurentów – jakość wyświetlacza zastosowanego w W1 jest naprawdę dobra.

Prostokąty i kwadraty

Na początku warto zauważyć, że zastosowany w W1 hardware ciężko określić mianem niskobudżetowego. Nawet w świecie Androida podzespoły dawałyby radę. Chipset Qualcomm Snapdragon MSM8230 zawierający dwurdzeniowy procesor Krait 1,2 GHz i GPU Adreno 305 (zastosowane również w zapowiedzianym niedawno LG L9 II, choć słabsze od Adreno 225 z HTC One S) znalazł się chociażby w androidowej Xperii L, która z pewnością do niskiej półki nie należy. Windows Phone do poprawnego działania nie potrzebuje jednak potężnych wnętrzności – tak głosi obiegowa opinia.

wp_ss_20131014_0001 wp_ss_20131014_0002 wp_ss_20131014_0007

Tym bardziej dziwi więc działanie systemu na smartfonie Huawei. Windows Phone 8 (w testowanym egzemplarzu w wersji 8.0.10322.71) działał żwawo i stabilnie w Lumii 620. Tutaj to samo – tylko bez słowa „stabilnie”. Na szybkość działania nie ma co narzekać. Poruszanie się po systemie, buszowanie w menu, korzystanie z różnych aplikacji, gier czy przeglądarki jest płynne… do czasu. Najczęściej właśnie ta ostatnia aplikacja sprawia problemy. Nierzadko przeglądanie Internetu kończy się zamrożeniem aplikacji i wyjściem do pulpitu. Zdarzają się jednak gorsze przypadki, gdzie nawet nie można manualnie do tego pulpitu wyjść i niezbędne jest usunięcie baterii. Uważam jednak, że to kwestia dopracowania oprogramowania. Ta sama sztuka testowa przyjechała do mnie dwa razy, bo za pierwszym razem telefon restartował się kilka razy w ciągu godziny – nawet gdy leżał nieruchomo na biurku. Aktualizacji jednak póki co brak.
Jeśli chodzi o sam system Microsoftu – nie znajdziemy tu żadnych dodatków, którymi raczy użytkowników Lumii Nokia. Czysty, „goły” Windows Phone 8 z jego wszelkimi zaletami i ograniczeniami. Pulpit jest oczywiście miejscem dla kafelków – skrótów do aplikacji, wyświetlających jednocześnie ich stan (jak np. nieodebrane połączenia, SMSy, wpisy z kalendarza). Zamiast standardowych, dużych kwadratów jak w WP 7.5 Mango, kafle mogą mieć trzy rozmiary – mały (4 kafelki w jednym rzędzie), duży (2 kafelki w jednym rzędzie) i bardzo duży (zajmujący całą szerokość ekranu). Personalizacja ogranicza się poza sposobem ułożenia kafelków do ustalenia ich koloru, który jest jednocześnie barwą akcentów systemu, np. treści nieodczytanego SMSa, oraz tła – czarnego lub białego. Tapeta istnieje jedynie na ekranie blokady. A ten wyświetla datę i godzinę, szczegółowy stan jednej aplikacji (domyślnie kalendarza) i maksymalnie pięć ikonek zdarzeń: skrzynek pocztowych, kalendarza, SMSów, połączeń i innych, zewnętrznych aplikacji, które mogą pokazywać stan na ekranie blokady. Ekran można dodatkowo zablokować hasłem.
Wielozadaniowość to funkcja wyróżniająca smartfon. Jednak podobnie jak w smartfonach z Androidem, multitasking polega na samoczynnym zamykaniu procesów przez system wtedy, gdy tego potrzebuje.

Telefon i wiadomości

Obsługa połączeń i SMSów pozostała niezmieniona w stosunku do starszej wersji systemu. Po otworzeniu aplikacji skrzynki odbiorczej naszym oczom ukaże się widok konwersacji z poszczególnymi rozmówcami. Rozmowy są uszeregowane chronologicznie. Rozmowa wyświetlana jest w widoku dymków – w kolorze wcześniej ustawionych akcentów systemu. Poniżej znajduje się belka z polem tekstowym, służąca do tworzenia nowej wiadomości.
Nie poprawiono jednak kilku błędów. Do pobrania MMSa w dalszym ciągu niezbędne jest włączenie transmisji danych przez sieć komórkową. W wypadku zdobywających coraz większą popularność w naszym kraju taryfach opartych na systemie progów kwotowych może to skutkować nieproporcjonalnie większym rachunkiem. Nie udało mi się również ustawić zredukowanego zestawu znaków i tym sposobem wiadomość z „ogonkami” kurczy się do maksymalnie 70 znaków. W Lumiach można to ustawienie zmienić.
Po wyjściu z widoku konwersacji wracamy do skrzynki odbiorczej, jednak to nie jedyna funkcjonalność aplikacji Wiadomości. Drugi panel, dostępny po przeciągnięciu ekranu w lewo, wyświetla komunikator Facebooka i aktywnych znajomych. Te dwie rzeczy w jednym miejscu – bardzo wygodna sprawa.

wp_ss_20131014_0008 wp_ss_20131014_0009

wp_ss_20131014_0010 wp_ss_20131014_0011

Spore znaczenie ma jednak klawiatura i sposób jej zaprojektowania. We wszystkich smartfonach z Windows Phone ma ona taki sam układ, który jest dla mnie jednym z najwygodniejszych w smartfonach. Na Samsungu Galaxy Trend pisało i pisze mi się gorzej, niż na Huawei W1. System autokorekty skutecznie poprawia literówki, jednak podpowiada słowa z polskimi znakami diakrytycznymi. Byłem zmuszony więc tą funkcję wyłączyć, ale w dalszym ciągu pisanie SMSów i innych tekstów na smartfonie chińskiego producenta było więcej niż wygodne.
Tradycyjnie już po wybraniu aplikacji telefonu naszym oczom ukazuje się w pierwszej kolejności rejestr połączeń – prosty, by nie powiedzieć ubogi. Nie znajdziemy tam opcji sortowania połączeń ze względu na ich typ, nie znajdziemy tam SMSów, a wpisy są uszeregowane jedynie chronologicznie.
Po wejściu w dany wpis można się połączyć z danym numerem. Klawiaturę telefonu trzeba wybrać z paska znajdującego się na dole. Na szczęście kody USSD nie sprawiają problemów, co zdarzało się w starszej wersji systemu. W dalszym ciągu nie obsługuje ona jednak SmartDiala. Tak, wiem, cały czas ten sam argument. Ale taką funkcję mają telefony za sporo mniejszą cenę niż W1.

wp_ss_20131014_0013 wp_ss_20131014_0014

wp_ss_20131014_0015 wp_ss_20131014_0017

Wspomniany wcześniej rejestr SMSów znajduje się za to w… książce kontaktów. By wyświetlić historię konwersacji głosowej i tekstowej, trzeba wybrać dany kontakt i z poziomu jego wpisu możemy przejść do rejestru. Można było to umieścić w głównym rejestrze. Książka telefoniczna może być połączona z rozmaitymi źródłami kontaktów – Facebookiem, kontem Hotmail czy Google’a. W wypadku zapisu kontaktów na telefonie kreator tworzenia nowych wpisów jest oczywiście kopalnią dodatkowych, choć nie każdemu przydatnych, opcji. Kontakty da się również organizować w grupy.
Jakość połączeń zadowala. Można ją śmiało określić jako bardzo dobrą, choć zabrakło obsługi dźwięku w standardzie HD Voice. Na pierwszy plan zdecydowanie wybija się ponadprzeciętna głośność, dzięki czemu używanie dwóch klawiszy głośności jest jak najbardziej realne. Istotne jest też to, że maksymalne ustawienie natężenia dźwięku nie powoduje jednocześnie jego zniekształcenia. Brzmienie jest natomiast naturalne, lekko rozmyte, jednak w dalszym ciągu wyraźne. Dolne rejestry przeważają i dźwięk jest leciutko „zamulony”, ale bez przesterowania i całkiem przyjemny w odsłuchu.

Muzyka i wideo

Po raz kolejny mógłbym napisać, że coś nie zmieniło się względem systemu w wersji Mango (to kolejny dowód, jak WP stoi w miejscu). I tym samym urządzenia z WP w dalszym ciągu nie nadają się do oglądania filmów. Brak podstawowej funkcji jak dodanie zewnętrznych napisów czy też w ogóle odczyt tych zawartych w folderze z filmem. Nie mówiąc o raczej ubogiej obsłudze różnorodnych formatów. Wszystko trzeba konwertować, napisy wklejać do filmu, a efektów dźwiękowych z poziomu aplikacji brak. W sumie pomijając większy ekran i obsługę wyższych rozdzielczości, taka Nokia 6303 radzi sobie z filmami równie dobrze jak każdy smartfon z Windows Phone.
W podobnym tempie przebiega rozwój aplikacji odpowiedzialnej za odtwarzanie muzyki. Jest to zbiorcza aplikacja, ponieważ wyświetla również filmy, podkasty i skróty do innych programów odpowiedzialnych za odtwarzanie multimediów. Główne okno tego programu zawiera również listę ostatnio odtwarzanych utworów. Po wejściu w menu muzyki widzimy bibliotekę wszystkich piosenek zgromadzonych w telefonie. Są poszeregowane według kilku kryteriów, które mają swoje zakładki. I tym sposobem utwory są wyświetlane w widoku wykonawców, albumów, gatunków i list odtwarzania. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by wyświetlać je wszystkie alfabetycznie. Wyświetlanie okładki i grafiki przedstawiającej zespół w tle okna wykonawców to jedyne „bajery”. Możliwości pobrania dodatkowych informacji brak, a opcje zapętlania, odtwarzania losowego czy też organizowania w playlisty to standard.

wp_ss_20131014_0026 wp_ss_20131014_0027 wp_ss_20131014_0029

Jakość muzyki zdecydowanie jest jedną z zalet W1. Głośnik nie porywa swoją mocą, ale gra całkiem czysto i bez nadmiernego uwypuklenia wysokich tonów. Na słuchawkach (tradycyjnie już są to Creative Aurvana Live!) brzmienie jest więcej niż dobrze. Do ideału brakowałoby jeszcze paru dodatkowych stopni głośności. Dźwięk generowany przez produkt Huawei’a jest dynamiczny i dobrze zbalansowany. Niezależnie od gatunku utworów słuchanie muzyki jest przyjemnością. Wyraźne tony wysokie i niskie bez wyciszania środka urzekają, dzięki czemu nie ma potrzeby używania equalizera… oh, wait. Oprócz korektora zabrakło niestety również modułu radia FM.

Eksplorator internetów

Zestaw standardów łączności zastosowanych w W1 jest całkiem pokaźny, jak na urządzenie z tej półki. Oprócz WiFi b/g/n, BT 2.1 i HSUPA 5,76 Mb/s znajdziemy tam również pozwalający osiągnąć sporą (przynajmniej w teorii) prędkość 21 Mb/s moduł HSDPA. Niczego więc nie brakuje.
Jak w każdym telefonie z Windows Phone, przeglądarką jest Internet Explorer. Złowroga dla niektórych nazwa, lecz pod nią kryje się lekka (zarazem jednak uboga) aplikacja. Charakterystycznym rozwiązaniem jest położenie paska adresu na dole okna, co ułatwia szybki dostęp. Filmy otwierają się, jeśli są umieszczone w ramach HTML5. Z dostępem do większości popularnych serwisów streamingowych nie ma na szczęście większych problemów. Gorzej jest, jeśli chcemy pobrać jakieś multimedialne treści do telefonu. Wtedy trzeba skorzystać z alternatywnych przeglądarek dostępnych w Marketplace – w praktyce wybór ogranicza się tylko do jednego dopracowanego zamiennika. Nie jest to bolączka tylko Huawei’a W1, to po prostu kolejne z ograniczeń WP.

wp_ss_20131014_0040 wp_ss_20131014_0041 wp_ss_20131014_0042

Poza tym pozostałe opcje przeglądarki są raczej standardem – bo trudno inaczej nazwać takie funkcjonalności, jak możliwość pracy na kilku otwartych kartach, zmianę wyświetlania strony (desktop/mobile) czy też usuwanie prywatnych danych. Pod tym względem mobilne IE z kretesem przegrywa z konkurencją od Google’a. Możliwość zmiany wyświetlania strony w negatywie, synchronizacja z innymi urządzeniami, blokowanie pop-up’ów, zmiana sposobu obsługi interfejsu – wymieniać dalej?
Natłok funkcji nie powinien powodować ociężałej pracy przeglądarki. I tak jak wspomniałem w rozdziale dotyczącym systemu – Internet Explorer działa szybko. Nie ma przestojów czy też oczekiwania na reakcję użytkownika. Stabilność to niestety inna bajka. Płynne przeglądanie Internetu, buszowanie w zasobach globalnej sieci potrafi się nieoczekiwanie zakończyć wyjściem do pulpitu, w gorszych wypadkach nawet brakiem możliwości wyłączenia przeglądarki.

Aparat i filmy

Umieszczony w smartfonie aparat fotograficzny wykonuje zdjęcia o rozdzielczości 5 megapikseli oraz nagrywa filmy w HD (720p). Za doświetlenie odpowiada dioda LED – czyli taki rynkowy standard. Nie zabrakło oczywiście autofocusa, co zdarza się w tańszych urządzeniach (i co tak uparcie stosowała niegdyś Nokia w swoich aparatach z EDoF).
Podczas gdy aplikacje do obsługi aparatów fotograficznych stale są ulepszane i co jakiś czas zmienia się ich układ, to tutaj mamy klasykę w niezmiennym wydaniu, by nie powiedzieć nudę. Jakichkolwiek dodatków programowych brak (jeśli nie masz Lumii) i cały czas dostępne są te same, podstawowe opcje w tym samym od kilku lat układzie. Wyświetlane w poziomie okno aplikacji oprócz podglądu kadru i skrótu do galerii zdjęć z aparatu prezentuje również rząd przycisków. 4 ikony oznaczają zmianę trybu z fotografowania na filmowanie, zmianę aparatu z przedniego na główny, wybór trybu pracy lampy błyskowej oraz dodatki fotograficzne. Nie ma ikony do robienia zdjęć – mógłby powiedzieć zdezorientowany użytkownik smartfonów z Androidem. W żadnym telefonie z WP takiej ikony nie ma – bo każdy sprzęt posiada fizyczny przycisk spustu migawki. Narzucone odgórnie wymogi producenta przynoszą w tym wypadku spore korzyści użytkownikom. Ustawienia, które można regulować, są standardem, jak już zresztą wspomniałem wcześniej. Ingerencja użytkownika ogranicza się do zmiany rozdzielczości, czułości ISO, a także zmiany scenerii fotografowania. Tutaj nie mogę zrozumieć jednego – osobnego trybu makro, który powinien być włączany automatycznie, gdy odległość ostrzenia będzie odpowiednio mała. Ostrość można również regulować za pomocą funkcji touch focus, a także dopasować do zdjęć oznaczenie geograficzne.

wp_ss_20131014_0035 wp_ss_20131014_0036 wp_ss_20131014_0037

Fotografie prezentują się całkiem dobrze. Nie jest to czołówka pięciomegapikselowych aparatów i pewne mankamenty są aż nadto zauważalne, jednak ogólne wrażenia estetyczne są pozytywne. Na samym początku należy pochwalić więcej niż zadowalające odwzorowanie kolorów – nie są one wyblakłe ani nie sprawiają wrażenia, jakby na obiektyw ktoś nałożył czerwony lub niebieski filtr. Dawno nie mogłem tak napisać o aparacie w którymś z testowanych sprzętów. Ostrość fotografii również stoi na niezłym poziomie. Mogła by być nieco wyższa, ale nie jest tracona w brzegach kadru, a sam mechanizm nastawiania ostrości również działa bardzo sprawnie. Dodatkowo minimalna odległość ostrzenia to zaledwie 6-8 centymetrów (oczywiście po włączeniu trybu makro). Zarazem widać jednak, że nawet jak na 5 megapikseli nie uświadczymy tu zbyt wielu szczegółów (szumów na szczęście też nie), a automatyczny pomiar światła potrafi niekiedy płatać figle. Całościowo jednak zdjęcia są nie najgorsze i raczej nie ma się co wstydzić efektów.

Przykładowe zdjęcia:

Image00001 Image00002 Image00003 Image00004 Image00005 Image00006 Image00007 Image00008 Image00009 Image00010 Image00011 Image00012


Dużo gorzej jest z filmami. Niedoskonałości kamery, które nie do końca były widoczne przy zdjęciach, uwidaczniają się w nagraniach filmowych. Brak szczegółów połączony z kompresją obrazu i dźwięku jest jeszcze bardziej widoczny. Do tego dochodzą problemy z nastawianiem ostrości, co zresztą widać na załączonym klipie. Jakość dźwięku również nie jest najlepsza i będące dobrą bazą testową odgłosy ruchliwej ulicy pozwalają uchwycić wady kamery w tym segmencie. Na telefonie wygląda to przyzwoicie, jednak na większym ekranie lepiej tego nie pokazywać. Tym oto sposobem Huawei W1 może konkurować z HTC One V… o mało zaszczytne miano najgorszej jakości filmów w rozdzielczości HD. Kolejny przykład na to, jak bardzo oderwana od rzeczywistości może być definicja „jakości HD”.

Bateria

Spotkałem się z opinią, że Huawei W1 będzie miał dobrą baterię. Tak, dobrze napisane – „będzie”. Swój pogląd pewien człowiek uargumentował następująco: „Huawei dobrze optymalizuje zużycie energii, a dodatkowo pojemność też robi swoje”. 1950 mAh to rzeczywiście całkiem sporo. Fakty jednak są takie, że ani trochę nie przekłada się na czas pracy baterii. Pojemność ogniwa jest spora, ale efektywność zarządzania energią po prostu leży. I to mało powiedziane.
Nie udało mi się osiągnąć dłuższego czasu pracy na pojedynczym ładowaniu niż niewiele ponad doba. Odłączony wieczorem telefon w najlepszym wypadku prosił o prąd rano drugiego dnia; dla pewności jednak zazwyczaj wolałem podładować telefon wieczorem. Standardowe użytkowanie telefonu w postaci około 30-60 minut odtwarzania muzyki, nieco większej ilości czasu spędzanego na przeglądaniu Internetu przez sieć 3G (w tym odtwarzaniu filmów w odtwarzaczu streamingowym), wysłania kilkunastu SMSów i wykonaniu 10-15 minut rozmów, zabijało baterię w podanym przeze mnie czasie. Wynik nie jest wybitny – przy podobnym użytkowaniu sporo smartfonów nie wyświetlało wieczorem komunikatu o niskim stanie baterii. Mniej więcej tak samo działała Lumia 620, krytykowana w Internetach za krótki czas pracy na baterii. Tutaj nie jest wiele lepiej. Huawei musi jak najszybciej coś z tym zrobić.

Podsumowanie

W1 to pierwsze podejście chińskiego producenta do smartfonów z Windows Phone. Czasy, gdy Huawei kojarzył się z tandetą, powoli mijają, a jego urządzenia z powodzeniem konkurują z bardziej znanymi markami – smartfony z Androidem sprzedają się całkiem nieźle nawet na naszym polskim rynku, podobnie jest z tabletami. O infrastrukturze telekomunikacyjnej już nie wspomnę. W każdym razie o ile w innych segmentach rynku Huawei poczyna sobie coraz śmielej, o tyle W1-ką rynku raczej nie zawojuje i nie strąci Lumii z tronu najlepiej sprzedających się smartfonów z Windows Phone.
Główne wady są tylko dwie – ale na tyle uprzykrzające życie, że po oddaniu smartfonu miałem raczej mieszane uczucia. Mimo podzespołów, które zdecydowanie są wystarczające dla potrzeb systemu, ten ostatni nie działa tak stabilnie jak powinien. Drugą niedogodnością jest słaba bateria. Spora pojemność gdzieś ucieka. Teraz mam w testach LG L3 II i choć co prawda ekran i podzespoły są gorsze niż w produkcie Huawei’a, to jeśli chodzi o czas pracy na baterii, to jest zupełnie inna liga. Dobre wrażenie psuje też słabo dopasowana klapka. A mogło być tak pięknie.
Dodatkowo W1 nie jest ani promowany przez operatorów, ani nie prezentuje się szczególnie dobrze względem fińskiej konkurencji. Produkt Huawei’a dostępny jest jedynie w sieci Play – ale jest, bo jest, i tyle. Nie ma żadnej kampanii reklamowej czy też promocji w ulotkach. W1 kosztuje 500 złotych. Z jednej strony nie jest to strasznie wygórowana cena, jak na telefon z takim ekranem i taką jakością wykonania. Jednak taniej da się kupić chociażby Lumię 620 – niewiele gorszą, w pewnych aspektach lepiej sprawującą się od W1. Lumia 720 też nie jest wiele droższa, a jest poważną konkurencją. Ogółem gdyby nie stabilność systemu – a raczej jej brak, sytuacja byłaby jasna. W1 to dobry sprzęt, ale niedopracowane oprogramowanie, słaba bateria i brak promocji sprawią, że nie będzie on zbyt popularny. Szkoda. Moja ocena to 6-/10.

Zalety:

  • dobra jakość materiałów i wykonania
  • bardzo dobry wyświetlacz
  • zadowalająca jakość połączeń
  • dobra jakość fotografii
  • wyśmienite brzmienie odtwarzacza muzycznego (na słuchawkach i głośniku)
  • intuicyjność i szybkość działania systemu
  • wygodna klawiatura i dopracowane funkcje telefoniczne
  • atrakcyjny design

Wady:

  • niestabilne działanie systemu
  • brak radia FM i equalizera w odtwarzaczu
  • rozczarowujący czas pracy na baterii
  • słaba jakość filmów
  • oferta sklepu z aplikacjami jest słabsza niż u konkurencji
  • liczne ograniczenia systemu (brak funkcji SmartDial, brak możliwości ustawienia zredukowanego zestawu znaków, brak profili głośności, ograniczone możliwości personalizacji, itp., itd.)
0
· ·

Bloger. Nawet nie próbuje być obiektywny. Trzyma kciuki za Windows Phone, choć powoli traci nadzieję na sukces produktu MS. Lubi dobrą muzykę i dobrą jakość dźwięku. Kibic Dallas Mavericks, Boston Celtics, San Antonio Spurs i Golden State Warriors.

Komentarze